O edukacji ekonomicznej w mediach i poprzez media
Późna pora emisji, „skakanie po ramówce”, brak miejsca w ramówkach TV programów o biznesie, a przede wszystkim brak zainteresowania ze strony Polaków, to główne bariery w upowszechnianiu postaw przedsiębiorczych i niskiej wiedzy ekonomicznej społeczeństwa.
Debata „Edukacja ekonomiczna w mediach” Forum Rozwoju Edukacji Ekonomicznej organizowana wspólnie z Media Marketing Complex Instytut stała się okazją do spotkania kierownictwa największych mediów biznesowych, menadżerów, środowiska akademickiego i ekspertów stowarzyszeń biznesowych.
Michał Kobosko, redaktor naczelny polskiej edycji „Forbesa”, opowiedział o nowym formacie telewizji biznesowej, którą stara się w Polsce wprowadzać TVN 24. Jeden z programów będzie realizowany wspólnie z Forbes.
– Roman Młodkowski zdecydował się na eksperyment – w prime time umieścił treści typowo biznesowe. Czy okaże się to sukcesem, trudno przewidzieć – mówił Kobosko. Zdaniem naczelnego Forbesa, edukacja ekonomiczna powinna być wprowadzona już od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Forbes to pismo kierowane do top managment, jednak wydawca nie widzi zapotrzebowania rynku na tworzenie Forbes – bis, który trafiałby do statystycznego Kowalskiego.
Ekspert PKPP Lewiatan Jeremi Mordasiewicz prosił by media nie przeszkadzały w promowaniu gospodarki wolnorynkowej, rzetelnie informowały, a każdą wypowiedź i propozycję polityków, konfrontowali z opinią znawców tematu, pokazując, czy nie mija się z prawdą.
Specjalista ds. zarządzania jakością prof. Andrzej Blikle prosił dziennikarzy i publicystów by nie dążyli za sensacją zwłaszcza w pokazywaniu problemów przedsiębiorców i osób przez nich zatrudnianych. Efektem nieodpowiedzialności dziennikarzy może być bankructwo.
Jedyna w Polsce rozgłośnia biznesowa Radio PIN, by utrzymać radiosłuchaczy i zachęcić reklamodawców wynikami audiometrii, kusi swoich odbiorców muzyką i audycjami free style. Komentarze giełdowe, wywiady z ekspertami, informacje o funduszach inwestycyjnych muszą się pojawiać w naszej audycji, bo takie potrzeby pokazuje rynek – mówi szef informacji Radia PIN Cezary Szymanek.
Redaktor naczelny „Gazety Prawnej” Jarosław Sroka zwrócił uwagę na problem niskiej wiedzy ekonomicznej dziennikarzy próbujących zajmować się tematyką biznesową. - Celem nowego formatu Gazety Prawnej jest nie tylko informacja, ale i użyteczność – mówił Jarosław Sroka.
Prowadzący debatę Paweł Kozyra z FREE i MMCI podsumowując debatę powiedział - Media mogą służyć szybkiemu i ustabilizowanemu rozwojowi gospodarczemu oraz wzrostowi zamożności społeczeństwa polskiego, jednak edukacja ekonomiczna musi następować od najmłodszych lat, o czym dobrze świadczy stan gospodarki i poziom zamożności społeczeństwa m.in. Stanów Zjednoczonych.
W debacie o edukacji ekonomicznej udział wzięli: Danuta Raczko wiceprezes Fundacja Młodzieżowej Przedsiębiorczości, Jarosław Sroka redaktor naczelny Gazety Prawnej, Cezary Szymanek szef informacji Radia PIN, prof. Marek Rocki z Kolegium Analiz Ekonomicznych Szkoły Głównej Handlowej, Andrzej Godlewski - szef publicystyki TVP1, Halina Bińczak komentator ekonomiczny Rzeczpospolitej, Michał Kobosko - redaktor naczelny Forbes. Narodowy Bank Polski reprezentował Sławomir Lipiński – (NBP Portal).
Spotkanie, które odbyło się we wnętrzach sali myśliwskiej restauracji ALEGLORIA miało charakter zamknięty i zgromadziło środowiska biznesu, mediów, uczelni ekonomicznych zainteresowanych ekonomiczną społeczeństwa polskiego.
OPINIE
Sławomir Lipiński, NBP Portal
Podzielam pogląd, że o ile media będą chętnie edukować w zakresie finansów osobistych (w co inwestować, gdzie wziąć kredyt) czy podstaw biznesu (jak założyć i prowadzić firmę), bo na to jest popyt ze strony czytelników/widzów, to edukacja ekonomiczna w zakresie podstaw ekonomii jest i będzie w mediach słabo obecna. Co więcej – sporo tam będzie antyedukacji, czyli przekazywania fałszywych poglądów, utrwalających szkodliwe mity. Media z natury cytują bowiem nawet najbardziej absurdalne słowa polityków, często dla epatowania sensacją same utrwalają tego rodzaju poglądy.
Dlatego w tym właśnie zakresie wielką role odgrywać powinny organizacje z misją, które uznają, że edukacja zgodna z tzw. szerokim nurtem ekonomii, ucząca racjonalnego myślenia, ułatwiająca ocenę deklaracji polityków, ma wielkie znaczenie dla kierunku rozwoju kraju. Od tego na ile poglądy niezgodne z nauką ekonomii reprezentowane są w parlamencie i innych organach władzy zależy tempo rozwoju, stabilność pieniądza, bezpieczeństwo oszczędności obywateli.
Organizacje mające misję szerzenia wiedzy ekonomicznej nie mają takiej siły rażenia jak media, muszą więc znaleźć formy współpracy z nimi. Takich form szuka NBPortal, współpracujący m.in. z Gazetą Wyborczą (akcja „Z klasy do kasy”, obejmująca dziesiątki tysięcy uczniów), z tygodnikiem Wprost (lekcje Ekonomia-wprost, gdzie nagrodą są m.in. darmowe studia na prywatnej uczelni) czy z telewizją TVN. Mający charakter show test z wiedzy ekonomicznej w tej telewizji zgromadził w lutym br. wielomilionową widownię. Właśnie nauka poprzez rozrywkę/zabawę wydaje się najefektywniejszą formą współpracy z mediami w szerzeniu wiedzy ekonomicznej.
prof. Maria Drozdowicz SGH, Bureau for Investments and Economic Cycles
Dyskusja uświadomiła mi, że nikt nie ma wątpliwości co do tego że poziom wiedzy ekonomicznej zarówno w społeczeństwie jak i w dużej części jego liderów jest bardzo niski, a w związku z tym należy z tą edukacją docierać jak najszerzej, angażując w to media, doskonalić atrakcyjność form tej edukacji i rozpoczynać ją jak najwcześniej.
Wydaje się również, że z wiedzą ekonomiczną na poziomie finansów przeciętnego Kowalskiego nie jest najgorzej. Szybko nauczyliśmy się korzystać z usług banków, kart kredytowych, a nawet najnowocześniejszych form inwestowania. Znacznie gorzej jest z przełożeniem tej wiedzy na poziom gospodarki. Jednym słowem: „Kowalski” w decyzjach osobistych zachowuje się jak „homo economicus” a źródeł wiedzy sam chętnie poszukuje. Gdy przyjdzie mu jednak myśleć w skali gospodarki chętnie zapomina o regułach ekonomicznych, a gdy zostaje politykiem często zaczyna w kwestiach gospodarki dryfować w kierunku „homo sovieticus”. Rodzi się więc pytanie kogo i w jakim zakresie edukować przede wszystkim. Politycy przychodzą i odchodzą. Politykę na ogół traktują jako drogę do kariery, zaś w miarę jak zdobywają kolejne szczeble władzy, nabierają pewności co do własnych, nie koniecznie słusznych i popartych wiedzą przekonań. W mediach ograniczają się jedynie do słuchania, oglądania i czytania siebie lub swych adwersarzy politycznych. Jednym słowem jest to obiekt edukacji niezwykle niewdzięczny. Znacznie większe nadzieje wiązałabym z edukacją społeczeństwa, a w szczególności ludzi młodych i bardzo młodych, a więc obecnych i przyszłych wyborców. A może by tak w miejsce zadań z matematyki o dwóch basenach z wpływającą i wypływającą wodą – liczenie o ile inflacja uszczupli dochody rodziców i trudniej odłożyć na rower, zaś zamiast zadania o pociągach pędzących z różną prędkością – policzyć opłacalność obrotu używanymi podręcznikami. Nawet do elektoratu w „moherowych beretach”